Być nacjonalistą we Lwowie śmiesznie

11:06, 18 листопада 2007

Niedawno miałem okazję wygłosić wykład na temat ukraińskiego nacjonalizmu. Poprowadziłem go w tak ścisłym rozumieniu tego pojęcia, iż zakończył się bijatyką. Ponieważ nacjonalizm ? to przemoc polityczna. Inaczej nazywałby się on onanizmem. Nie wiedzą o tym dzisiejsi nacjonaliści-w-sieci. Uważają, że nacjonalizm to tylko pewien rodzaj gry komputerowej.

Kilku takich zbójów „nacjonalistycznych" przychodzą do mnie na wykład, aby znaleźć tam osób, które bardzo poważnie odbierają własne przekonania i związane z nimi niebezpieczeństwa. Kiedy takim „nacjonalistom" nie udał się „pogrom", pobiegli zgłosić na policję, że ich poderżnięto.

Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy dziecko, które zawsze niszczyło swoje zabawki, włazi do transformatora. Czy zasłużyło ono na uderzenie prądem? Chyba nie. Ale czy wina leży po stronie transformatora? Czy zasłużył na kulę z automatu dowcipniś, który spróbował pożartować z wartowniczym magazynów wojskowych? Bawcie się raczej w demokrację. Nie bawcie się w nacjonalizm, nie zaczepiajcie śmierci, - mówię, zwracając się do młodych ludzi na prawach dawno zapomnianego wartowniczego magazynów ze rdzawą bronią.

Myślę, że problem współczesnej nacjonalistycznie nastawionej młodzieży polega na tym, iż czerpie ona z niewłaściwych źródeł. My „bywali żołnierze" swego czasu mieliśmy pojęcie o ukraińskim nacjonalizmie z materiałów kontrpropagandy radzieckiej i dowcipów o Galicjanach. Gdyby „zachodniacy" byli tacy, jak w dowcipach, granica Galicji przechodziłaby nad Uralem i dopiero za nim zaczynałoby się Naddnieprze. W radzieckich broszurach propagandowych banderowcy wyglądali okropnie zachwycającymi, infernalnymi i niewyobrażalnie atrakcyjnymi. Kiedy się mówiło „banderowiec", to krew mroziła mi w żyłach! Teraz nie mrozi.

Czasopisma i gazety nacjonalistyczne są nudne i nieciekawe. Trzeba być głupcem, żeby przeczytawszy je, zostać nacjonalistą. Tacy właśnie się stają. „Oj u łu-u-zi czerwona kały-yna", a jeszcze starsi panowie z „Naftalin-strasse", weterani UPA, których liczba wzrasta, opowiadają, jak oni szanowali inne narodowości, i że Polacy wszystko wymyślili, i że myśmy nikogo nie zabijali, a tylko ukrywaliśmy się przed swawolą swawolników. UPA zajmowało się pielęgnowaniem środowiska ekologicznego Karpat, karmiło zwierząt w lesie, a bolszewicy nam przeszkadzali.

Ratuje tylko to, że poczucie narodowe - to jedyny dziś żywy, prawdziwy drive na całym obszarze. Możemy zgromadzić (oczywiście w razie, gdy wszyscy politycy sił pomarańczowych i narodowościowo-demokratycznych wyjadą za granicę) kilka batalionów ochotników, gotowych umierać i zabijać za całość terytorialną i wolność Matki-Ukrainy. A, na przykład, za autonomię Donbasu nie. I za każde inne hasła - też nie. W sensie politycznym nacjonalizm reprezentuje dziś kilku dziadków i dziesiątek zespołów młodzieżowych, które demonstrują zadziwiającą zaciętością na forach w Internecie. Nacjonalizm ma perspektywy, gdy uświadomimy następujące fakty:

1. Państwowość zdechła.

We współczesnym zglobalizowanym świecie interesy państwa narodowego są absolutnie sprzeczne z interesami Narodu. Znaczy to, że czas położyć na oddaloną półkę prawie całą retorykę państwowości lat 20-30. XX w. Znaczy to, że nie wolno popierać żadnych Juszczenków, posłów pomarańczowych, działaczy partyjnych, nawet, gdy oni pragną zrównać w prawach weteranów, którzy kiedyś siedzieli w schronach, i tych, którzy stali na wieżach wartowniczych. Oznacza to, że nie wolno sprzedawać policji konkurentów z sąsiedniego ugrupowania nacjonalistycznego. Znaczy to także konieczność uświadomienia, że nacjonalizm to rzecz kontrasystemowa. i może kontaktować z biurokracją tylko poprzez przemoc.

2. Nacjonalizm skierowany do środka jest umierający, a na zewnątrz - żywy.

Oznacza to nie tylko brak pogodzenia ze swoim państwem, ale także niezgodę z krajami ościennymi. Warto spojrzeć na ewolucję wizji sprzeciwu czeczeńskiego. Na początku wszystko wyglądało na drobny szowinizm. Następnie chłopaki zdali sobie sprawę, że za daleko z tym nie zajdą. Trzeba zostać islamistami. A wojnę nacjonalistyczno-wyzwoleńczą przekształcić na dżihad. Naród czeczeński ma szanse na zwycięstwo tylko jako północny awangard światowego islamizmu.

Nacjonalizm - to tylko instynkt samozachowania narodu. Jednak dzięki niemu nikt nie potrafi stać się wielkim, lecz tylko tchórzem. Oprócz tego instynktu potrzebny wielki cel - religijny.

3. Być nacjonalistą we Lwowie śmiesznie.

We Lwowie trzeba być anarchistą. Ukraińskim burżuazyjnym nacjonalistą trzeba być na Krymie, w Donbasie, Tyraspolu, Moskwie i Astanie.

 

Informacja  ZAXID.NET

Dmytro Korczynśkyj - sekretarz generalny Ogólnoukraińskiej Partii Politycznej „Bractwo".

Urodził się w 1964 r. w Kijowie. Uczestniczył w ruchu studenckim w latach 80-ch XX w. W latach 1987-1988 brał udział w Ukraińskiej Grupie Helsińskiej, studenckich zrzeszeniach opozycyjnych „Ukraiński Klub Kulturologiczny", „Gromada". W 1989 r. stał się jednym z założycieli Zrzeszenia Niezależnej Młodzieży Ukraińskiej. Brał udział w organizacji pierwszych masowych akcji antykomunistycznych w Kijowie, a także antywojennych i ekologicznych demonstracji. Jeden z założycieli partii UNA. W latach 1991-1997 był liderem organizacji ekstremistycznej UNA-UNSO.

Z 1999 r jest założycielem i prezydentem organizacji pozarządowej „Instytut problemów polityki regionalnej i politologii współczesnej". W 2004 r. uczestniczył w wyborach prezydenckich. W pierwszej turze uzyskał 49961 głosów (0.17%). Współautor księgi „Filozofia „smuty", autor ksiąg „Wojna w tłumie". „Alternatywa autorytarna, „Rewolucja haute couture".

Довiдка ZAXID.NET