16 września Lwów odwiedzili przedstawiciele władz miejskich gruzińskiego miasta Kutaisi, które jest centrum administracyjnym Kraju Imeretyńskiego w Gruzji Zachodniej. Przyjechali tu, by osobiście podziękować Lwowowi lwowianom za moralne poparcie Gruzji i miasta partnerskiego Kutaisi w sierpniowe dni wojny gruzińsko-rosyjskiej.
O tym, co się wydarzyło w sierpniu w Gruzji można przeczytać wywiad ZAXID.NET z Prezydentem miasta Kutaisi Nugzarem Szamugią oraz deputowanym Rady Miejskiej tego miasta Kachaberem Nuralidze.
- Panie Prezydencie, jaki jest cel Pana wizyty do Lwowa?
Nuzgar Szamugia: Jeszcze w 2002 roku została podpisana umowa partnerska pomiędzy Kutaisi a Lwowem. Jednak, muszę zaznaczyć, że odtąd rzeczywistych kroków w sprawie współpracy partnerskiej dokonano nie było. Podjęliśmy decyzję o tym, aby wznowić nasze relacje i napełnić je treścią, gdyż uważamy, że dobre relacje naszych miast - to gwarancja dobrych relacji naszych państw.
Powodem ku naszej wizycie była chęć podziękowania mieszkańcom i władzom Lwowa, którzy głęboko przejęli się tę tragedią, która niedawno miała miejsce u nas w Gruzji, i za to, że nas wspierali. Dobrze wiemy o wszystkich akcjach poparcia, które były organizowane we Lwowie. Dziękuje wam!
- Posiadamy informację, że spotykał się Pan z władzami Lwowa i obwodu. Jakie były tematy tych spotkań?
Nugzar Szamugia: Tak. Omawialiśmy ewentualne sfery współpracy, szukaliśmy wspólnych punktów zetknięcia. Trzeba powiedzieć, że zarówno, jak architektura Lwowa znajduje się pod opieką UNESCO, tak samo dwa zabytki architektury Kutaisi są wpisane na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Obydwa nasze miasta posiadają ogromną liczbę zabytków i tradycję. Dlatego konieczna jest współpraca w dziedzinie kultury.
Wspólnie doszliśmy także do wniosku, iż należy rozwijać współpracę gospodarczą. Zajmuję stanowisko przewodniczącego miasta Kutaisi dopiero od siedmiu miesięcy, wcześniej byłem dyrektorem generalnym fabryki samochodów Kutaisi. Dobrze znam Lwowską Fabrykę Autobusów i nie wykluczam, że w najbliższej przyszłości odbędą się negocjacje dotyczące współpracy pomiędzy kierownikami tych dwóch przedsiębiorstw.
Inne strony partnerstwa niełatwo jest sprecyzować. Jednak kierownictwo obwodu lwowskiego zaprosiło nas do udziału w Lwowskim Forum Ekonomicznym, abyśmy mieli możliwość lepiej poznać gospodarkę waszego regionu. Natomiast my zaprosiliśmy władze Lwowa i obwodu lwowskiego, a także wszystkich zainteresowanych przedsiębiorców odwiedzić Kutaisi w drugiej połowie listopada. W międzyczasie przygotujemy konkretne propozycje współpracy w sferze gospodarczej, kulturowej, opieki zdrowotnej, pomiędzy uczelniami, i wtedy będziemy mogli skonkretyzować nasze zamiary.
- W jakim stopniu ucierpiało Kutaisi podczas sierpniowych wydarzeń?
Nugzar Szamugia: W Kutaisi udało się im zniszczyć lotnisko międzynarodowe. Na razie całkowicie nie funkcjonuje, jednak mamy nadzieję, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy potrafimy go odnowić.
Sierpniowe wydarzenia w Gruzji wyrządziły bardzo poważne zniszczenia moralne i materialne naszemu krajowi. Gruzja poniosła bardzo duże straty materialne. W znacznej mierze zniszczona została infrastruktura transportowa, która łączyła ze sobą miasta i regiony. Całkowicie zostały zniszczone wszystkie bazy wojskowe, statki morskie, które w czasie ataku rosyjskiego stały w portowym mieście Poti i nie brały udziału w starciach wojskowych .
Jednak najgorsze jest to, że wielu ludzi podczas aneksji naszego terytorium, w czasie bombardowań stracili swoje mieszkania i musieli uciekać ze swoich krajów rodzimych. Stali się uchodźcami.
Po pierwszej wojnie z Abchazją w Kutaisi było piętnaście tysięcy uchodźców, uchodźców teraz ta liczba zwiększyła się o kolejne siedem tysięcy i teraz wynosi dwadzieścia dwie tysięcy osób.
- Jak radzą sobie Państwo z ich rozlokowaniem?
Nugzar Szamugia: Kiedy było już jasne, że liczna uchodźców będzie wzrastać każdego dnia, nasze miasto podjęło decyzję o przygotowaniu niektórych centrów sportowych i innych budynków, aby można było ich rozlokować. Wyżywienie i inne potrzeby bytowe najpierw zapełnialiśmy samodzielnie, z naszego budżetu, teraz sytuacja się stabilizuje, do miasta dotarły międzynarodowe organizacje humanitarne, które pomagają opiekować się uchodźcami.
- Czy nie wzmocnił się proces emigracji?
Nugzar Szamugia: 15-20% mieszkańców naszego miasta pracuje za granicą. Jednak wojna miała skutkiem to, że większość z nich wróciła do Kutaisi, aby zobaczyć swoje domy, a także pomóc rodzinie i bliskim.
- Czy mógłby Pan powiedzieć, jakie nastroje po sierpniowych wydarzeniach dominują wśród Abchazów i Osetyńczyków?
Kachaber Nuralidze: Wrócę nieco wstecz, aby wszyscy zrozumieli, że to nie wojna z Abchazją, nie wojna z Osetią Południową, lecz wojna z Rosją, w ścisłym znaczeniu tego słowa. To walka niepodległej Gruzji o swoje niepodzielne terytorium.
Liczba mieszkańców Abchazji przed 1992 rokiem wynosiła 550 tys. osób. Następnie deportowanych zostało 300 tysięcy. Dzisiaj tam mieszka 150 tysięcy osób, w tym 80 tysięcy - etniczni Abchazi. W tym czasie przyjechało tam dużo kozaków, band z Czeczenii. Czy wiecie, że Szamil Basajew, znany terrorysta, był kiedyś ministrem obrony Abchazji? Wtedy przecież rosyjskie media nazywali go bohaterem międzynarodowym. Było to wtedy, gdy grał w piłkę głowami ludzi. To fakt. Dopiero wtedy, gdy przewrócił broń przeciwko Rosji, stał się w ich oczach bandytą. Jest to zwykły sposób interpretacji dla rosyjskich mediów. Inaczej mówiąc, prawda po rosyjsku.
Republiki autonomiczne Abchazja i Osetia Południowa zostały sztucznie utworzone za czasów stalinowskich. Są to miny wolnego działania. Dobrze znając pragnienie swego narodu do wolności, Józef Stalin pozostawił nam takie niespodzianki. Te regiony zostały wyodrębnione przez Kreml sztucznie po to, aby utrzymać Gruzję przy sobie, uzależnić ją.
Abchazja - to część Gruzji, zarówno jak i Kachetia, Mingrelia, Adżaria. W Gruzji jest ok. 60 dialektów, odpowiednio Abchazja ma swój język, ale swoje języki mają również Mingrelowie i Adżarowie. Wszystkie one należą do grupy języków gruzińskich. Jednak ponieważ Abchazja ma granicę lądową z Rosją, w ciągu siedemdziesięciu lat Abchazów udało się zrusyfikować. Dlatego obecnie uważa się, że rusyfikowani mieszkańcy Abchazji wykazują chęć być niezależnymi od Gruzji i dołączyć do Federacji Rosyjskiej. Okazuje się, że 80 tysięcy etnicznych rusyfikowanych Abchazów - to ludzie, a 300 tysięcy Gruzinów, wypędzonych ze swoich domów, - to nie ludzie.
Myślę, że jeśli teraz przeprowadzić wybory, aby usłyszeć głos narodu, dokąd ma iść Abchazja, w tych wyborach koniecznie ma wziąć udział tych 300 tysięcy osób. A propos, dlatego przedstawiciele Unii Europejskiej i NATO żądają najpierw zwrócić Abchazji uchodźców, i dopiero wtedy przeprowadzać wybory. Co się tyczy Osetii Południowej, jest to pojęcie nie naukowe. Między Osetią a Gruzją leży granica geograficzna - grzbiet Kaukaski. Od strony północnej zawsze mieszkali Alanowie, a na południe - zawsze była Gruzja. Jeśli ktoś nie ufa gruzińskiej historii, niech przejrzy księgi historyczne innych narodów, z którymi Gruzja zawsze podtrzymywała kontakty - Persji, Turcji, krajów Europy.
Oczywiście, Osetyńczycy nie są pod względem etnicznym Gruzinami, ale teraz więcej Osetyńczyków mieszka w gruzińskich miastach Borjomi, Batumi i Tbilisi, niżeli w tak zwanej Osetii Południowej. Na tym terytorium połowa miejscowości jest osetyńska, a inna połowa - gruzińska.
Kolejny argument. Gdyby ludność tak zwanej Osetii Południowej była odrębną narodowością, w historii można byłoby znaleźć co najmniej kilka słów o tym - pozostałyby świątynie, teksty sakralne i in. Natomiast dawne świątynie na terenach tak zwanej Osetii Południowej, jak i w Abchazji, są gruzińskie, księgi sakralne wszystkie są napisane w języku gruzińskim. Odrębne piśmiennictwo dla Abchazów wprowadzono w 1955 roku, to także był zaplanowany krok ku separatyzmowi.
- Co, Pana zdaniem, było początkiem konfliktu gruzińsko-rosyjskiego, od czego wszystko się zaczęło? Wielu ekspertów uważa, iż prezydent Gruzji swoim działaniem sprowokował konflikt?
Kachaber Nuralidze: 4 sierpnia separatyści południowo-osetyńscy, nie mieszkańcy Osetii Południowej, a bandy, którymi kierują rosyjscy generałowie i służby KGB, zaczęli bombardować miasto Gori i gruzińskie miejscowości na terytorium Osetii Południowej, a jest to ok. połowy jej terytorium. Separatyści przesuwali się do przodu, a rosyjscy pokojowcy oświadczyli, że nie są w stanie kontrolować separatystów. Prezydent Saakaszwili 5 sierpnia powiedział o tym, że gruzińskie siły zbrojne nie odpowiadały na tę prowokację. Oczywistym było, że to prowokacja. Do Kremla nadchodziła nota po nocie - jeśli nie wystarczy sił pokojowych, aby powstrzymać separatystów, aby nie zabijali ludność cywilną, trzeba zwiększyć kontyngent pokojowy i skończyć ten chaos.
W odpowiedzi siły pokojowe powtórzyły, że nie są w stanie kontrolować separatystów w Osetii Południowej. Po czym była odpowiedź - wracajcie do porządku własnym wysiłkiem.
Porządek został ustanowiony w ciągu godziny. Za jedną godzinę gruzińska armia zajęła miasto Cchinwali, pobliskie wsie, a także stłumiła najważniejsze ośrodki przeciwnika. Zapanował pokój i trzygodzinne memorandum, aby ludzie mogli pozostawić Cchinwali na wypadek kontynuacji operacji wojskowych.
Nikt nawet się nie spodziewał, że za kilka godzin Rosja wprowadzi na terytorium Gruzji takie siły wojskowe, których liczba przewyższała nawet Pierwszy front ukraiński czasów II wojny światowej. Wprowadzonych zostało ponad 100 tys. żołnierzy, ponad 3 tys. jednostek broni pancernej, ok. 50 samolotów. Mówiąc dokładnie, to 58 armia, 42 armia w Abchazji, 4 armia lotnicza.
Jestem lekarzem wojskowym i dobrze wiem, że takie siły nie da się zorganizować w ciągu jednego dnia, ani jednego tygodnia, do tego należy przygotowywać się przez długie miesiące, co właśnie miało miejsce. Był to dobrze przemyślany plan, który miał na celu czystki etniczne na terytorium Osetii Południowej.
Co się jednak wydarzyło? Oni zbombardowali Cchinwali. Zginęło tam wówczas wielu Osetyńczyków. Także nie tylko nasi, ale obserwatorzy Czerwonego Krzyża twierdzą, że wszyscy zostali ranni i zabici właśnie od odłamków pocisków. Nie odnotowano żadnego przypadku ranienia kulami broni palnej. Wszystko to było sprawą 4 armii powietrznej.
- Dlaczego wojsko rosyjskie przesuwało się dalej, do Tbilisi?
Kachaber Nuralidze: Oni planowali zająć Tbilisi i usunąć władze Gruzji. Próby zajęcia stolicy Tbilisi nie były skuteczne dlatego, że pięciu prezydentów i kilku ministrów spraw zagranicznych, zagranicznych, w tym Francji, zakryli sobą miasto. Oni nie potrafili zająć miasto tylko dlatego, że tam była cała ta elita dyplomatyczna, przede wszystkim prezydent Juszczenko, prezydent Polski, prezydent Estonii.
- Jak rozwijały się wydarzenia w Gruzji po osiągnięciu umowy o zaprzestaniu działań wojennych?
Kachaber Nuralidze: Po ingerencji Unii Europejskiej, prezydenta Sarkozego, amerykańskiego senatora Johna McKeina cała elita europejska i amerykańska podpisała umowę o zawieszeniu działań wojennych. Tej umowie się podporządkowaliśmy, gruzińska armia cofnęła się na pozycje wyjściowe.
Wojsko rosyjskie nie zatrzymało się w strefie konfliktu. Ono weszło od strony Abchazji, zniszczyło kilka wsi i obozów patriotycznych, zajęło miasto Poti, znajdujące się w oddaleniu 500 kilometrów od strefy konfliktu, i zaczęło rabować.
Wynosili wszystko. Okradali nie tylko bazy wojenne, ale także kutery wojskowe i cywilne, wywozili je do Abchazji. Okradali ludność cywilną. Wynosili nie tylko sztućce, ale nawet muszle klozetowe i materacy. Wszystko zostało sfilmowane, nie kieruję się wyłącznie własnymi emocjami.
W Osetii Południowej buldożery i technika wojskowa zostały sprowadzone w pobliżu tego terytorium, gdzie mieszkała ludność cywilna, i która stamtąd została ewakuowana. Nie pozostawili tam kamienia na kamieniu. Zniszczone budynki zostały rozebrane do cegły, a drzewa pościnane. Zrobili tak po to, aby uchodźcy nigdy tam nie wrócili.
A największym barbarzyństwem, moim zdaniem, jest to, że zniszczone zostały bardzo cenne gruzińskie bogactwa naturalne. Rezerwat w mieście Borjomi został całkowicie spalony. 900 hektarów unikatowych lasów, gdzie rodzi się znana na całym świcie woda „Borjomi" - wszystko to poszło z ogniem. Rosyjskie siły lotnicze przeszkadzały przeniknięciu na tereny, ogarnięte pożarami, samolotów ukraińskich, tureckich, azerbejdżańskich, które leciały je gasić.
Oprócz tego, w Gruzji Zachodniej jest jeszcze Kolchidzki Park Narodowy. Miasto Kutaisi było stolicą dawnej Kolchidy. Wszyscy znają mit o argonautach, którzy przybyli do Kolchidy po złote runo. Chodzi właśnie o te miejsca. Wiekowe drzewa Kolchidzkiego Parku Narodowego były po prostu wyrąbywane i wywożone.
Wszystko to się dzieje w XXI wieku! Okazuje się, w nasze dni komuś może coś się przewrócić w głowie i ten ktoś może rozkazać podbić jakiś kraj. Jutro on może zechcieć zająć terytorium Czech, bo mu się zechce piwa. Takie oni mają barbarzyńskie zwyczaje.
Bardzo źle, że rosyjscy media wychowują w ten sposób ludzi, którzy mieszkają w tym kraju, stwarzają dla nich świat iluzji zmuszają mieszkać w nim. W ten sposób doprowadzają swój kraj do zaginięcia. Żal, że tak licznemu narodowi rosyjskiemu nie dają żadnego prawa wyboru, żadnej swobody. To nie są patetyczne wypowiedzi, tak rzeczywiście jest. Jeśli taka polityka będzie kontynuowana ze strony władz rosyjskich, Rosja może się okazać w sytuacji izolacji międzynarodowej.
- Na ile ważną czy dostateczną jest rola organizacji międzynarodowych w regulowaniu sytuacji w Gruzji?
Nugzar Szamugia: Gdyby nie silna nadzieja na to, że wspólnota międzynarodowa wesprze nas, te tragiczne wydarzenia mogłyby być jeszcze gorsze. Ludność Gruzji była w takim stanie, że gdyby nie ingerencja międzynarodowych sił pokojowych, to ona przygotowywała się przejść do walki partyzanckiej. Byłaby to całkiem inna wojna, przerzuciłaby się z Gruzji na inne kraje, w tym na Rosję.
- Czy popierają Gruzini i siły polityczne kraju politykę prezydenta Michała Saakaszwilego?
Nugzar Szamugia: Niektórzy przedstawiciele rządu Federacji Rosyjskiej liczyli na to, że jeśli rozwinąć w ten sposób wydarzenia w Gruzji, jak to zrobili, to naród i część partii politycznych wystąpi przeciwko prezydentowi Saakaszwilemu. Ale wszystko stało się odwrotnie.
Naród i politycy zjednoczyli się wokół naszego prezydenta. Praktycznie wszystkie partie polityczne Gruzji podpisały specjalną kartę, w której oświadczono, że oni usprawiedliwiają metody i zasoby, wykorzystane w tak zwanej Osetii Południowej, i że na tym etapie absolutnie popierają politykę prezydenta. Ku swemu wielkiemu rozczarowaniu Rosja otrzymała to, że jeszcze bardziej zjednoczyła naród gruziński i wszystkie siły polityczne przeciwko jednemu wrogowi.
- Jakiego wsparcie oczekuje Gruzja od Ukrainy?
Nugzar Szamugia: Ukraina dziś może wesprzeć tylko pod względem moralnym. Ale o wiele bardziej ważniejsze jest to, aby Ukraina teraz pomogła sama sobie. Życzę, aby szybko uregulowaliście problemy polityczne, które się u was pojawiły, aby władze rosyjskie nie miały możliwości przeprowadzać różnego rodzaju manipulacje na Ukrainie.
Pragniemy, aby Ukraina stawała na własne nogi, wtedy również Gruzja stanie się mocniejsza. Mamy wspólną drogę i mamy tą drogą razem kroczyć.
Tłumaczenie z ukraińskiego Iryny Duch