Podczas konfliktu londyńskiej policji i studentów, którzy protestują przeciw planom rządu zwiększyć opłatę za studia, zaaresztowano 32 osoby. Jak informuje BBC News z powoływaniem się na Scotland Yard, blisko 14 osób, w tym siedmiu policjantów, odniosło lekkie obrażenia.
Jak raportuje policja, większość demonstrantów zachowuje się w sposób pokojowy, i tylko nieliczne grono młodych ludzi uczestniczyło w pogromie, do którego doszło w sztabie partii konserwatywnej.
Tym nie mniej, jak zaznacza Lenta.ru z powoływaniem się na BBC News, władze tymczasem nie mogą uspokoić demonstrantów. W szczególności, kilku studentom udało się wejść na dach budowli, skąd oni zrzucili na policję gaśnicę, a także wylały nieznany płyn, wskutek czego ucierpiała kobieta-policjant.
Równocześnie, liderzy studenckiego ruchu potępili tych, którzy urządzili pogrom w sztabie torysów, nazwawszy to "nicością".
Organizatorzy akcji protestu także oświadczyli, że uczestniczyło w niej blisko 50 tysięcy osób. Wcześniej informowano o 30 tysiącach osób - studentów i wykładowców z uniwersytetów Liverpoola, Newcastle i Birminghamu.
W środę, 10 listopada grupa młodych ludzi - blisko 20 osób - wdarła się do sztabu rządzącej partii. Studentów spróbowali zatrzymać policjanci, rozpoczęła się bójka. Demonstranci pobili w sztabie szkła, a potem rozpalili przed budowlą ognisko z przyniesionych ze sobą plakatów.
Z budynku, w którym znajdują się również biura różnych firm, ewakuowano setki osób.
Brytyjscy studenci protestują przeciw planowej redukcji finansowania uczelni i trzykrotnego zwiększenia kosztu studiów (jeśli uchwała nabierze mocy prawnej, uniwersytety będą mogli brać za studia do dziewięciu tysięcy funtów szterlingów na rok). Według planów rządu, opłata za studia wzroście w 2012 roku.